Strona internetowa Triple A wykorzystuje pliki cookie. Szczegółowe informacje na temat używanych przez nas plików cookie oraz możliwości ich modyfikacji znajdują się na stronie Ok x

Raportowania mniej nie będzie. Ale może być znacznie prostsze.


Choć można się spierać czy lata świetności branży ubezpieczeniowej już minęły czy nie, trudno jednak negować fakt, że firmy ubezpieczeniowe przechodzą kolejne reorganizacje, restrukturyzacje i cięcia kosztów, co czasem prowadzi do ich sprzedaży czy konsolidacji. Celem takich działań jest oczywiście zwiększanie przychodów i ograniczanie kosztów. No właśnie… To pierwsze zostawmy ekspertom od marketingu, produktów i sprzedaży. Spójrzmy na koszty, a konkretnie - na koszty związane z nieustannie rosnącym zapotrzebowaniem na kolejne tony tabel z danymi, które zostają nam narzucone przez nowe wymogi takie jak Solvency II czy wchodzący w życie za jakiś czas IFRS 17. Wymogi te oczekują od nas dostarczania raportów w coraz krótszych terminach: Solvency II skraca terminy z 8 tygodni w 2016 do 5 w 2020 roku, a raportowanie wg IFRS w dużych firmach odbywa się średnio w ciągu 5 dni roboczych. Jak w takiej sytuacji zarządzać rosnąca presją i wzrastającymi kosztami, połączonymi jednocześnie z coraz większą niechęcią wysoko wykwalifikowanych pracowników do wykonywania tak mało wdzięcznej pracy? W tym artykule przedstawiamy doświadczenia, jakie Triple A – Risk Finance (Triple A) wyniosło z rynków, gdzie zmiany w tym obszarze są już daleko posunięte.

Aktuariusz – zawód na wymarciu?

Aktuariusze zawsze byli postrzegani jako przedstawiciele dość elitarnego zawodu, który wymagał bardzo wysoko rozwiniętych umiejętności analitycznych oraz zrozumienia natury produktów ubezpieczeniowych i przepływów finansowych, które za nimi stoją. Ewolucja naszego zawodu zaczęła się w dawnych czasach od ręcznie wykonywanych obliczeń, poprzez proste narzędzia takie jak nieodzowny Excel, aż po rozwinięte, dedykowane programy o tak ciekawych nazwach jak Prophet czy MoSes (co wywołało zresztą humorystyczny spór o wyższości jednego nad drugim). Z czasem jednak wymogi raportowe rosły, obserwowaliśmy coraz bardziej rosnące oczekiwania odnośnie dostarczania większej ilości danych w coraz to krótszym czasie… Na rynku zaczęło nawet funkcjonować żartobliwe (albo i nie) określenie „tabelkariusz”. Można by sądzić, że w tym tempie niedługo nasz zawód wyginie, gdyż ciężko będzie znaleźć odpowiednio wykwalifikowanych chętnych do wykonywania takich zadań, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie na ich umiejętności także w innych branżach, dużo ciekawszych lub oferujących wyższe zarobki. Dlatego wiele firm na rynkach zachodnich doszło do wniosku, że najwyższy czas wrócić do podstaw, pozwolić aktuariuszom zajmować się tym, co robią najlepiej (analizami i przekładaniem świata cyfr na świat realnych problemów zarządczych). A procesy? A tabelki? Odpowiedź leży w automatyzacji procesów raportowych.

Łańcuch raportowania

Dane pobierane z systemów źródłowych są przekształcane w dane modelowe. Na ich podstawie aktuarialne modele projekcyjne obliczają przepływy pieniężne (ang. cash flows). Te, po stosownym zagregowaniu, według takich czy innych reguł, stają się podstawą do stworzenia raportów na potrzeby zewnętrzne albo wewnętrzne firm. Truizm.

W większości firm ubezpieczeniowych proces ten wymaga wielu ludzkich, ręcznych interwencji: na etapie przygotowania danych, samych obliczeń, ich weryfikacji, przenoszenia między systemami, samego raportowania końcowego, etc. Zazwyczaj ten ostatni etap wymaga najwięcej ludzkiej atencji, gdyż procesy te, narosłe latami, w połączeniu ze wymianami użytkowników, ewoluowały często do bardzo zagmatwanych rozwiązań nazywanych pobłażliwie „Excel jungle” czy „spreadsheet city”, obsługiwanych ręcznie przez rozrastające się zespoły aktuarialne, w logice obliczeń, o której nikt już dawno nie pamięta.

W dużej mierze winę za to ponosi historyczny sposób zarządzania procesami raportowymi: poszczególne elementy procesu (dane, modele, raportowanie) zazwyczaj były zarządzane w oderwaniu od siebie, zabrakło spójnego, całościowego spojrzenia; jeśli już coś naprawiano, to zazwyczaj poszczególne elementy w oderwaniu od pozostałych, czyli od całego procesu.

Firmy ubezpieczeniowe powinny postrzegać raczej cały proces jako zintegrowany łańcuch i rozwijać go w powiązaniu ze wszystkimi zależnymi elementami. Owszem, zazwyczaj jest to spora inwestycja. Dlatego zanim zacznie się o takiej zmianie myśleć, należy jasno określić wizję i cele, jakie muszą zostać osiągnięte. Znowu truizm. Lecz w praktyce musimy przeanalizować to zagadnienie w następujących wymiarach:

- szybkość: dobrze zdefiniowane, zautomatyzowane procesy (tzw. Straight Through Processes, STP) mogą wykonać wszystkie zadania (od pobrania danych do przygotowania wyników) w ciągu jednej nocy, bez ingerencji człowieka,

- jakość: zazwyczaj wzrasta poprzez wprowadzenie większej liczby automatycznych kontroli i wyeliminowanie błędów ludzkich,

- kontrola: zarządzanie całym procesem może odbywać się centralnie,

- informacja: zarówno dane, jak i wyniki (bieżące i historyczne), zapisywane są automatycznie w centralnych repozytoriach danych.

Koncepcyjnie proste. Ale za taką zmianą stoi jeszcze jedna ważna rzecz – wymaga to całkowitej zmiany myślenia wewnątrz organizacji.

Rozwój nowych technologii – wszędzie tylko nie u nas

O Triple A mówimy “out of the box actuaries and risk consultants” (i nie chodzi tu wcale o aktuariusza „instant” z pudełka). I jakkolwiek utarty jest zwrot „out of the box”, celnie nazywa sposób myślenia jaki powinny przyjąć firmy ubezpieczeniowe, które chcą dokonać zmiany. Natura ludzka pcha nas bowiem do powtarzania tych samych czynności w każdym cyklicznym zadaniu, zwłaszcza jeśli nie jest ono zbyt fascynujące. To, co trzeba zrobić to uwolnić się od tego sztywnego patrzenia, dotyczącego też, a może przede wszystkim, oprogramowania, które jest wykorzystywane, a które może mieć duże ograniczenia nieprzystające do nowej rzeczywistości. Wszyscy mamy (z wygody) swoistą tendencję do trzymania się kurczowo istniejących rozwiązań, szczególnie jeśli w przeszłości musieliśmy w nie dużo zainwestować. Co z tego, że już nie za bardzo działają albo osiągnęły kres swoich możliwości? Obecnie pojawiło się wiele nowych rozwiązań technologicznych, które otwierają całkiem nowe perspektywy.

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że moc obliczeniowa komputerów podwaja się co 2 lata (faktycznie jest to parafraza prawa Moore’a, współzałożyciela firmy Intel). Co prawda przestało ono być już prawdziwe, jednakże prawdą jest, że braki w istniejących procesach czy też zwiększające się wymogi można próbować wypełnić dokupując co roku dodatkową moc obliczeniową. I za rok ponownie. I w kolejnym. I do tego zatrudniać coraz to większą liczbę pracowników. Ale chyba nikt nie zaprzeczy, że świat technologii gna do przodu w znacznie szerszym kontekście. Obliczenia, niegdyś wykonywane na komputerach, obecnie można wykonać za pomocą smartfona. Giganci tacy jak Facebook, Google czy Amazon czynią już niemalże cuda przy wykorzystaniu technologii „big data”. Algorytmy samouczące się stają się coraz bardziej zaawansowane. Obliczenia „w chmurze’ (cloud computing) są wykorzystywane na porządku dziennym. W połączeniu z bardzo zaawansowanymi systemami zabezpieczeń, technologie te odsyłają do kąta tradycyjne rozwiązania oparte na własnych „farmach” obliczeniowych (drogich serwerach kupowanych przez firmy na własny użytek). A na rynku usług big data i cloud computing konkurencja rośnie, co dodatkowo powoduje zwiększenie ich atrakcyjności cenowej (i możliwość płacenia za rzeczywiste wykorzystanie, tzw. pay-per-use). Wzrost popularności i rozwój różnych szerzej dostępnych języków programowania (takich jak C# czy Python) oraz powiązanych z nimi technologii umożliwia automatyzację wielu procesów (czy wracając na nasze pole: obliczeń), które wcześniej były wykonywane ręcznie.

Jak więc z postępu technologicznego korzystają ubezpieczyciele? Widzimy, że coraz chętniej sięgają po najnowsze technologie i rozwiązania… Dzieje się tak jednakże raczej w obszarach sprzedażowych (co jest całkiem oczywiste, priorytety muszą być zachowane), rzadziej w procesach backoffice’owych. Te ostatnie ciągle są zdominowane przez klasyczne rozwiązania, które nie nadążają za zmianami na rynku, zostawiając naszą branżę daleko za innymi (żeby nie wskazywać np. na sektor bankowy). Jednakże taka zmiana wymaga zmiany myślenia i przyjęcia podejścia kojarzonego raczej ze strategią rozwoju systemów IT. Bo same procesy raportowe można dość sprawnie zautomatyzować, tworząc na nowo lub integrując dotychczas rozproszone elementy, włącznie z istniejącymi i działającymi już systemami aktuarialnymi.

Koszty? Zwrot inwestycji w dwa lata

A jak to wygląda od strony praktycznej? Spójrzmy na przykłady ubezpieczycieli z Europy Zachodniej z realnego życia, których partnerem implementacyjnym było Triple A, a wprowadzone rozwiązania oparte zostały na relatywnie niedrogich, powszechnie dostępnych platformach oferowanych przez Microsoft (SQL Server do zarządzania bazą danych, Visual Studio jako środowisko dla deweloperów C# oraz Team Foundation Server jako narządzie ułatwiające zarządzanie testami, kontrolę wersji oraz zarządzanie samym projektem).

Pierwszym przykładem może być duża firma ubezpieczeniowa, z kilkoma liniami biznesu: ubezpieczenia na życie, emerytalne, majątkowe, słowem – wszystko, co jest oferowane na rynku. Z powodów historycznych procesy raportowe grupy były tak skomplikowane, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem było zbudowanie ich od nowa (tzw. clean sheet approach). Projekt podzielono na fazy przy czym całość nie przekraczała półtora roku. W jego rezultacie niezliczona liczba (ponad 100) arkuszy Excel staje się niepotrzebna, środowisko obliczeniowe przeniesione zostaje na nowe platformy (łatwe w zarządzaniu czy dalszym rozwijaniu), a zakres raportowania zostaje rozszerzony o aktywa. Powstaje w ten sposób całościowe rozwiązanie STP pokrywające wszystkie zapotrzebowania raportowe spółki w obszarze Solvency II i wszelkich innych wymogów. Jeden klik. I rano oglądamy wyniki, popijając poranną kawę. Po kilku dniach końcowy raport może już trafi

na biurka Zarządu. Utopia, która zawsze była marzeniem każdego aktuariusza, staje się faktem. A do tego szczęście członków zarządu (tych, którzy takie rzeczy czytają): wysokiej jakości raporty dostępne w krótkich terminach. Doświadczonych aktuariuszy nareszcie można wykorzystać w innych obszarach biznesu, tam, gdzie mogą przynieść większą wartość dodaną. A koszty związane z projektem? Klientowi zwrócą się w dwa lata. A nawet szybciej, jeśli właściwie wykorzysta tę sytuację.

Inny przykład, z IFRS 17 w tle (czyli coś, co nas wszystkich czeka). Wybór strategiczny ubezpieczyciela – czy, aby spełniać wymogi nowego rygoru, należy zainwestować i rozwijać obecnie wykorzystywane w firmie systemy czy zdecydować się na zbudowanie zupełnie nowego? Kilka milionów polis w portfelu, oczekiwanie dostępności obliczeń na poziomie pojedynczej polisy, w kilka dni kalendarzowych. Ponownie, z udziałem konsultantów Triple A, przeprowadzono projekt pilotażowy. Kluczowym punktem nowego procesu stał się zbudowany od podstaw wewnętrznymi zasobami, nowy model projekcyjny komunikujący się bezpośrednio z jedną centralną bazą danych (przy okazji jest to przykład coraz bardziej modnej ostatnio koncepcji „one source of truth”); całość wspomagana przez odpowiednie narzędzia Business Intelligence. Rezultat pilotażu jest bardzo pozytywny, przed ubezpieczycielem decyzja o przeniesieniu tych rozwiązań na pozostałe linie biznesu.

Co nas czeka?

Procesy raportowe można usprawnić, można zautomatyzować. Wypada nawet powiedzieć, że trzeba to zrobić. Co z tego będzie miał Zarząd? Trochę spokoju ducha. I nie tylko. Szybki dostęp do informacji wyższej jakości, mniej błędów. A pragmatycznie? Jeden problem backoffice’owy mniej (kolejne wymogi, kolejne etaty, niezadowolenie i demotywacja pracowników, nieustające problemy z rekrutacją nowych członków zespołu, etc.). Bo wreszcie rozmowa może się skoncentrować na tym, co mówią nam uzyskane wyniki, a nie na tym, dlaczego ich jeszcze nie ma albo dlaczego znów są obarczone błędami. I aktuariusze będą szczęśliwsi. Żartobliwie mówiąc: wreszcie będą mogli się zają

rozwiązywaniem problemów, o których istnieniu nikt nie wie, oraz metodami, których nikt nie rozumie. Choć przecież wiadomo, że firmy ubezpieczeniowe znajdą im nowe wyzwania. Takie out of the box. Takie na miarę naszych czasów.

========
Autorzy:

Piotr Lachowicz, Partner Zarządzający Triple A - Risk Finance Poland
ranciszek Gregorkiewicz, Partner Zarządzający Triple A - Risk Finance Poland

Artykuł ukazał się w grudniowym numerze "Mięsięcznika Ubezpieczeniowego".